Środa
10.03.10
 

Kadry zagłady

Nie można sobie wyobrazić większej satysfakcji dla twórców wystaw, jeżeli ich praca prezentowana jest w tak znakomitym miejscu. Nazwa Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie zobowiązuje. To miejsce wręcz modelowe, w którym kładzie się nacisk na uczciwe i poważne traktowanie historii właśnie.

Toteż nie mam wątpliwości, iż poetyka wystawy "Kadry Zagłady - Jak wyglądałaby Polska gdyby nie Holocaust?" odbiegająca od powszechnie przyjętych kanonów wystawienniczych zarówno ze względów formalnych jak też ideowych wywołać może wątpliwości, kontrowersje, być może protesty. Dlatego należy się państwu tych kilka słów wyjaśnień.

Zdjęcia z okresu Holocaustu, gett widzieliśmy już wielokrotnie. Zwłaszcza nasi dzisiejsi goście zetknęli się z nimi z pewnością wielokrotnie. Ciągle mamy w pamięci te straszliwe kadry zgrozy, jednak widząc je po wiele już razy przechodzimy obok nich coraz szybciej, kartkujemy strony albumów. Trwa jednak ciągły szacunek wobec zdjęcia archiwalnego. Wiemy, że nie można przy nim manipulować, majstrować, poprawiać, usuwać. Tak jak to czynili apologeci Stalina retuszując z grupowego zdjęcia generalissimusa ze swoją drużyną współpracowników zdjęć kolejnych rozstrzelanych.

Lecz mi się zdawało, że gdy uczynię to świadomie w nadziei, że przyniesie to edukacyjny efekt to zatrzymam widza przy tych zdjęciach na dłużej. Stąd zabieg zaimplementowania do tamtej rzeczywistości odrobiny dzisiejszości, teraźniejszego kadru z polskiej ulicy, będącego uosobieniem czasu pokoju, względnego dobrobytu, normalności. To zderzenie - tego życzyłbym sobie - miało wywołać u oglądających nie kolizję, lecz poznawczą refleksję.

Nie oddają powszechnie przyjętej prawdy również tytuły wystaw. Nie są to bowiem "Kadry zagłady", lecz rejestracja zagłady "w przededniu", rzeklibyśmy po angielsku "the day before". Świadomie zrezygnowałem z epatowania ciałami rozstrzelanych i zagłodzonych.

Nie odnajdziecie również państwo wskazówek ułatwiających odpowiedź na pytanie "Jak wyglądałaby Polski gdyby nie Holocaust?", jednak takie pozornie nieodpowiedzialne pytania można zadać, choćby miały one pozostać bez odpowiedzi.

Zabiegi o których tutaj mówię mają swój określony cel. Wystawa, aby przykuć uwagę nie może być dziś tylko biernym oglądaniem - jak nas uczy choćby telewizja - ale powinna zmuszać do myślenia, zachęcać do debaty, rodzić polemiki. Wówczas wypełnia swój właściwy cel; dziejącego się w czasie projektu edukacyjnego. Taka wystawa winna przeciwstawiać się "wystawom" produkowanym przez współczesny świat mediów propagujących umysłowe lenistwo, nie objaśniających świata, lecz serwującego papkę chaotycznych i mało uporządkowanych informacji roszczących sobie bycia łatwymi odpowiedziami na każde pytanie.

Kto był autorem prezentowanych zdjęć na wystawie? O to się pytają wszyscy. To tajemnica trudniejsza do rozwikłania niż technologie budowy piramid. Pomimo podejmowanych prób nie zdołałem tego ustalić. Nikt się nie przyzna. Ani autor - jeżeli żyje, ani jego syn, czy też wnuk. Te zdjęcia pośrednio wskazują morderców.

Ja myślałem, że warto wykorzystać te zdjęcia nie tylko przy okazji wystawy, czy publikacji z racji kolejnej rocznicy zagłady; nie chować ich z powrotem na rok do albumu, lecz dzięki nim - jakkolwiek banalnie to zabrzmi - poprawić nieco ten świat, ostrzec przed szaleńcami, zrekonstruować zamazujący się dekalog wartości.

"Jak wyglądałby zatem Polska, gdyby nie Holocaust?" Choć nikt nie zna odpowiedzi, prócz skrajnych antysemitów - spróbowałem ją sformułować przewrotnie na jednym z banerów.

Ja mam nadzieję, że każdy z państwa takie pytanie sobie samemu zada.

Tomek Wiśniewski